A KIEDY ZACZĘŁO SIĘ NAPRAWDĘ?
Początki, żeglowanie na Wiśle Słonką, naszego późniejszego drużynowego, Leszka
Gasztycha? To jeszcze nie było to. Mieliśmy po 13 lat i w porównaniu z dzisiejszą
młodzieżą byliśmy chyba bardziej dziecinni. Nie było wtedy "muzyki młodzieżowej",
"mody młodzieżowej". Nikt się do nas nie zalecał i nie podlizywał
nie traktowano nas jako "segment rynku", ani "target".
Porządek był ustalony - młodzi słuchali starszych, starsi czuli się odpowiedzialni
za nich i za siebie. Mimo, że było to zaraz po upadku stalinizmu który nieźle
pamiętaliśmy, dla nas świat wydawał się przyjazny i otwarty. W szkołach uczyli
jeszcze przedwojenni nauczyciele i nikomu nie przychodziło do głowy krytycznie
komentować kościelnych kazań.
Gdy po pół dnia żeglowania w jesiennym silnym wietrze wpłynęliśmy na Świder
czułem się jak bohater "Wyspy Skarbów" L.I Stevensona. Niestety
nie dało się "zarzucić kotwicy", więc wyciągnęliśmy GOGO na piach
i ...dalej

KIEDY
ZACZĘŁY SIĘ MARZENIA O MORZU I DALEKICH WYPRAWACH? Pływanie było moim marzeniem od dawna. Wychowałam się na
płaskim Mazowszu, gdzie największym zbiornikiem wodnym jest chyba zalew Zegrzyński.
Pamiętam, kiedy zobaczyłam po raz pierwszy morze w wieku 8 lat poczułam taką
dziwną tęsknotę- zobaczyć, co jest za tą wielką wodą. Potem przyszła lektura
książek, z których najbardziej zapadły mi w pamięć wspomnienia Leonida Teligi
z rejsu dookoła świata. Pomyślałam, czy mogłabym popłynąć kiedyś, tak jak
on- po prostu zostawic wszystko. CZYTANE
NIE TYLKO DAWNIEJ
Żeglowaliśmy po Mazurach na BIAŁYM SŁONIU. To był pierwszy SŁOŃ i rok 1959.
SŁOŃ był łodzią ratunkową, chyba z s/s DEMBOWSKI. Pierwsza przebudowa polegała
na pokryciu płytą pilśniową bocznych ławek i pokładu na dziobie i zbudowania
z tejże płyty najprostszej nadbudówki której tylną część zasłaniało się kawałkiem
płachty. Owalne okna w bocznych ścianach Leszek po prostu wymalował niebieska
farbą.
Był bazą kilku obozów wędrownych i nauczyliśmy się na nim manewrowania ciężką,
dryfującą łodzią ożaglowaną jako kecz lugrowy, co było dobrą szkoła cierpliwości
i sztuki żeglarskiej ...dalej
RELACJA Z REJSU DO NORWEGII
Książki najlepsze, to te do których wracamy po wiele razy, które mimo upływu
lat, naszego rosnącego doświadczenia i kumulowania się przeżyć stale odczytujemy
na nowo, wspierają nas lub choćby tylko przypominamy sobie ważne, wyrażone
w nich myśli.
Dla mnie jedną z takich książek jest "Długa droga" Bernarda Moitessiera. Wydana
dawno i przeczytana po raz pierwszy jednym tchem w 1975 roku towarzyszy mi
stale. To opowieść o pierwszych regatach wokół ziemskich non-stop zorganizowanych
przez "Sunday Times" w 1968 roku. Wyścig ten był następnym krokiem w rozwoju
żeglarstwa oceanicznego po okrzepnięciu regat TARS. ...dalej
Kapitanem
zostałem przez przypadek. Po zdaniu egzaminu na patent sternika morskiego
nie udało mi się zoorganizować żadnego "własnego" rejsu. Na jacht
jechałem jako pierwszy oficer. Niestety problemy zdrowotne zmusiły wlaściciela
i armatora Maćka Roszkowskiego do powrotu do kraju. W ten sposób
nadarzyła się wspaniała okazja na zdobycie doświadczenia kapitańskiego, którego
wciąż mi brakuje.
RELACJA Z REJSU NA SZPITZBERGEN
![]() |
||||||||||
| |
|
|
|
|
|
|
|
|
||
![]() |
||||||||||
![]() |
![]() |
|||||||||
| |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|