"ŻEGLOWANIE RODZINNE"- fragmenty

Spis treści

1. Wstęp
2. Dlaczego żeglujemy, czyli każdy o czym innym, jak to w gronie rodzinnym
3. Dobór jachtu
4. Planowanie rejsu
5. Udomowienie jachtu
6. Przygotowania, czego nie można zapomnieć
7. Porządek dnia
8. Bezpieczeństwo na wodzie
9. Manewry w wykonaniu niezbyt silnej załogi
10. O silniku dla nowicjuszy, kobiet i dzieci

WSTĘP.

Po co i dla kogo ta książka? To pytanie musi zadać sobie każdy autor, zanim zabierze się do pracy. To pytanie stawia sobie również Czytelnik przed decyzją o zakupie.

Wśród wielu poradników i podręczników żeglarskich nie znajdujemy takiego, który by traktował o żeglowaniu w gronie rodzinnym, a jest to naszym zdaniem nieco odmienny rodzaj żeglarstwa. Wiele jachtów żeglujących po śródlądziu obsadzonych jest przez załogi połączone więzami rodzinnymi, a i na morzu spotykamy takie, na razie nieliczne, załogi. Różnice między tym rodzajem żeglowania a innymi (żeglowanie w grupie rówieśniczej, obozy, regaty, szkolenie) są istotne.

Mamy nadzieje podpowiedzieć tu, jak wykorzystać wspólne żeglowanie do wzmocnienia więzów rodzinnych tak bardzo osłabionych przez intensywną pracę i inne zajęcia w ciągu roku. Rodzice maja tu możliwość wpływania na postawy i zachowania swoich dzieci nie przez pogadanki, i codzienne marudzenie, często odrzucane przez młode pokolenie. Konieczność dawania przykładu wpływa mobilizująco również na starszych. My dorośli, często schowani za swoje codzienne, ważne obowiązki, rozdzieleni z dziećmi przez większą część dnia, w czasie żeglugi stajemy się przezroczyści ze swoimi wszystkimi zaletami i słabościami. Nie bójmy się tego sprawdzianu, ale i nie przegrajmy go. Żeglarstwo, stwarzając sytuacje wymagające odporności, odpowiedzialności, odwagi, sprzyja wyrabianiu tych postaw u dzieci i młodzieży. Ci, którzy dopiero myślą o założeniu rodziny, mogą zastanowić się jak pasja żeglowania przeżywana z bliską osobą pozwala się lepiej poznać i wspólnie przeżywać jego trudy i atrakcje. Żeglarstwo stawia nas w sytuacjach trudnych, wymagających zrozumienia innych, pracy zespołowej, poddaje nas próbom, których pozytywne przejście jest szansą na stworzenie trwałych i udanych związków.

Na pokładzie jachtu od razu widać, co się udało, co nie i jakie to niesie skutki. Tu wszystko dzieje się naprawdę, a nie na niby, tu niczego nie da się zagadać, uprosić czy przegłosować. Potraktujmy czas wspólnie spędzany na pokładach jachtów nie tylko jako relaks i przyjemną przygodę, ale jako przeżycie umacniające nasze związki z innymi. Mamy nadzieję, że ci, którzy chcą żeglować w grupie przyjacielskiej i więzy te wzmacniać, znajdą odpowiedź na pytanie, jak do tego dojść. Choć ogromna większość żeglarzy nie opuszcza wód śródlądowych, to rośnie również ilość osób zainteresowanych żeglugą morską. W pasie 20 Mm, ale i na dalszych akwenach, spotykamy już załogi jachtów, obsadzone rodzinami.

Nasze porady adresowane są przed wszystkim do tych, którzy pływają po śródlądziu, ale tam, gdzie między tym rodzajem pływania, a wędrówka po morzu są istotne różnice omówimy również morskie aspekty żeglarstwa rodzinnego. Żeglarstwo morskie różni się istotnie od śródlądowego. Wynika z to z rozmiarów akwenu z którym przyjdzie nam się zmierzyć, ograniczonych możliwości schronienia w razie ciężkich warunków, przeważnie większych i cięższych jednostek wymagających nie zawsze więcej siły, ale na pewno większej rozwagi i umiejętności przewidywania. Pragnę tu namawiać wszystkich żeglarzy śródlądowych do próby przynajmniej, wyjścia z akwenów szuwarowo bagiennych i zmierzenia się z wodami morskimi, które dostarczają wiele atrakcji, a wody wewnętrzne państw bałtyckich, przeważnie nieznane, są wcale nie mniej atrakcyjne niż odwiedzane już 22 razy Mazury. Wbrew obiegowym opiniom żegluga na morskich wodach osłoniętych i wewnętrznych, a od tego należy zacząć przygodę żeglarstwa morskiego wcale nie jest trudniejsza, czy bardziej męcząca, niesie natomiast ze sobą walor nowości i autentycznej przygody.

Jest wreszcie ambicją autora, by wiedzę o żeglarstwie przekazać nie w sposób suchy, podręcznikowy, oparty o programy szkoleniowe. Po uzyskaniu większości wszystkich możliwych żeglarskich patentów myślę, że konieczne jest nowe podejście do szkolenia żeglarskiego przez wypracowanie metod bardziej naturalnych, zgodnych z psychicznymi potrzebami człowieka, przez traktowanie żeglarstwa nie tylko jako zestawu informacji teoretycznych i umiejętności manualnych.

Nieodżałowany Stefan Wysocki mawiał, że "żeglarstwo to nie sport, to światopogląd". Jeżeli uda się autorowi choć trochę przekonać Czytelnika do takiego podejścia, jeżeli przeżycia na wodzie staną się odbiciem Waszych osobowości, będą je tworzyć i wzmacniać, będzie to dla mnie wielką radością.

2. DLACZEGO ŻEGLUJEMY....

W zależności od płci i wieku różnimy się w podejściu do życia, sposobach spędzania wolnego czasu i w ogóle przeżywania rzeczywistości. Dotyczy to równie żeglarstwa. Zrozumienie różnic w naszych motywacjach jest niezbędne dla właściwego planowania żeglarskich przeżyć. Zapewne rozważania te idą pod prąd dzisiejszych tendencji i mód. Często żyjemy w rodzinie, ale już trochę osobno. Osobno dorośli, osobno młodzież dla której znacznie wcześniej niż kiedyś rynek przestawia wielką ( co wcale nie znaczy, że wartościową) ofertę. Ludzie młodzi zamiast jak kiedyś być wspomaganymi przez grupy rówieśnicze, które żyły tymi samymi wartościami i celami co rodzina, dziś tworzą getta młodzieżowe sprawnie zagospodarowywane przez komercję, dla której ten "segment rynku" jest jedynie "targetem" - źródłem dochodów. Dlatego musimy jak najwięcej czasu spędzać razem, po prostu razem być. Jeżeli nie zareagujemy dość wcześnie, jeżeli nie stworzymy atrakcyjnej alternatywy w postaci wspólnych przeżyć, na przykład na wodzie, przez co umocnić możemy naszą rodzinę, przegramy nie tylko dzieci, ale i ich przyszłość. To wielka odpowiedzialność i wielka praca.

+ Zazwyczaj osobami przejawiającymi najwięcej żeglarskich inicjatyw są mężczyźni. Dla nich żeglarstwo to męska przygoda, "walka z żywiołem", "sprawdzanie się", "wyzwania" itp. Zapatrzeni w swoje potrzeby i przyzwyczajenie do takich punktów widzenia mężczyźni często ignorują fakt, że kobieta wcale nie musi podzielać i najczęściej nie podziela pasji do żeglarstwa rozumianego jako manewry, komendy, refowanie, sztormowania, długich zakrapianych wieczorów i "zejmańskich", czasem w nie najlepszym guście, pogaduszek. Ufni w swe siły, odporność i doświadczenie (prawdziwe lub pozorne) często nietrafnie oceniamy warunki atmosferyczne, zmęczenie, zaniepokojenie lub po prostu strach jakim podlegają inni, słabsi. W obawie przed utratą twarzy gotowi jesteśmy "iść w zaparte" i nawet oczywiste błędy tłumaczyć zawile, z dużą ilością technicznych terminów lub odwoływać się do swojego doświadczenia. My mężczyźni w żeglarstwie widzimy przede wszystkim atrakcje i dobre strony. Jeżeli na dodatek swoje zmęczenie, niepewność pokrywamy hałaśliwym pokrzykiwaniem i brutalnością, to przyjemności się kończą. Nie ma nic gorszego niż "kapitan" wyładowujący swoją niekompetencję i zmęczenie na załodze lub popisujący się swoją przewagą pozycji i siły mięśni. W takich przypadkach cały rejs wspominany może być jako pasmo niewygód, zmęczenia, niezadowolenia i lęków. Potęguje się to w żegludze morskiej. Tu zagrożenia są większe, a więc i pozycja, oraz odpowiedzialność skippera musi być mocniej zaznaczona. Od jego wyobraźni, doświadczenia i opanowania zależy bezpośrednio bezpieczeństwo jednostki i załogi, a także, o czym często kapitanowie zapominają dobra atmosfera na pokładzie. A jako osoba decydująca o wszystkim kapitan odpowiada i za tę atmosferę.

Tak więc przed mężczyzną staje zadanie niełatwe. Ma być przewodnikiem, człowiekiem odpowiedzialnym i godnym zaufania, jego autorytet na pokładzie wynika z właściwego pełnienia tych ról, a władza jako "kapitana" uzasadniona jest wiedzą i doświadczeniem, oraz koniecznością istnienia w wielu sytuacjach na pokładzie prawa zwyczajowego, lub powszechnego, które on uosabia. Ale na dodatek musi umieć zrozumieć zachowania i stojące za nimi motywacje reszty rodziny, a ewentualne zmiany nastrojów, niechęć, czy lęki nie traktować jako votum nieufności dla swoich umiejętności, czy decyzji, czy w ogóle do siebie, bo i takie reakcje się zdarzają. Ma on dawać poczucie bezpieczeństwa i być oparciem dla słabszych, a jego zachowanie mniej lub bardziej świadome, oceniane jest jako barometr sytuacji łódki. Tylko wtedy, gdy rozumiemy zachowania innych, możemy na nie racjonalnie wpływać. Gdy żeglowanie będzie dla żony, czy sympatii czymś przyjemnym (no może przyjemnym z odrobiną strachu), ale nie strachem z odrobiną przyjemności, wtedy efektem będzie zadowolenie ze spędzonego czasu, efektywny wypoczynek i naładowanie naszych emocjonalnych "akumulatorów" na cały rok. Może to się wydać trochę śmieszne w odniesieniu do kilku czy kilkunastodniowej wędrówki jeziorami na niewielkim jachcie z żoną i dzieckiem lub dwójką, ale to nie akwen i nie wielkość jachtu i załogi definiuje nasze role, a sytuacje, jakie mają lub mogą mieć miejsce w czasie wspólnego żeglowania.

Żony, sympatie, dziewczyny, narzeczone, przyjaciółki, kumple (niepotrzebne skreślić) żeglarzy podzielić możemy na cztery grupy.

- W pierwszej znajdziemy te panie, które znajdują w tym wiele radości. Pływanie jest dla nich same w sobie atrakcją, motywy są wspólne.
- Druga grupa to osoby, które nie przepadają za żeglarstwem z różnych względów, ale poddają się swojemu losowi ze zgodliwością lub cichą rezygnacją.
- W trzeciej grupie spotykamy ten panie, które nie znoszą wody, żeglarstwa i zwalczają pasje swojego męża i rodziny. a po ich powrocie zdecydowanie wyrażają swoją dezaprobatę.
- Czwartą grupę stanowią te niewiasty, które choć nie podzielają dziwnych upodobań swoich bliskich to godzą się z faktem ich istnienia i znajdują sobie inne sposoby spędzania czasu, gdy mąż lub reszta rodziny wypłynie w rejs.

Jeżeli dane nam było spotkać kobietę naszego życia w tej pierwszej grupie jesteśmy szczęśliwcami Czym zasłużyliśmy na to szczęście i ile było w tym naszej pracy to już pytanie bardzo osobiste. W każdym razie pielęgnujmy starannie delikatną roślinkę tego uczucia do żeglarstwa u naszych pań, bo może zwiędnąć. Z grona tych niewiast wyrastają dzielne żeglarki, które wcale nie ustępują mężczyznom w nautycznych umiejętnościach , przeważnie są bardziej staranne i przewidujące, a także ostrożne, to zaś dla żeglarza cnota najważniejsza. Często tylko inne role np. żony i matki nie pozwalają im spełnić się całkowicie w tej pasji. Czasem żeglarskie otoczenie tłumi taka osobę uznając, że baba to może co najwyżej w kambuzie. Faceci potrafią być naprawdę beznadziejni! Jeżeli spotkamy taką kobietę, to najwyższą miarą naszych uczuć będzie zrozumienie i umożliwienie jej realizowania w pełni żeglarskich marzeń, wspieranie w ambicjach i zdjęcie części obowiązków domowych . Jak mówi Pismo Św. "Jedni drugich ciężary noście".

W drugim przypadku sytuacja jest trudna, bo trudno oczekiwać by ktoś jedynie z poczucia obowiązku uczestniczył w zajęciach, niekiedy męczących i uznawanych za niezbyt atrakcyjne, jeżeli nie wynikają z potrzeby i nie dają osobistej satysfakcji. Obowiązkowość żony i matki może być zbyt słabą motywacją do częstego spędzania czasu na wodzie. Dotyczy to zwłaszcza żeglarstwa morskiego, które uważane bywa za rodzaj spotęgowanego szaleństwa i wymieniona wyżej skala skraca się znacznie. Wiele niewiast godzących się na krótsze lub dłuższe wyprawy po akwenach w głębi interioru za nic w świecie nie da się namówić nawet na krótkie przejście po Zatoce Pomorskiej ze Świnoujścia do Wismaru, na Fehmarn Sund i do tamtejszych porcików czy żeglugę w szkierach Sztokholmu mimo, że są to trasy z widocznością brzegu i przepięknymi krajobrazami. Próbujmy więc zachęt, podkreślajmy niezbędność naszych pań na pokładzie, ich sukcesy żeglarskie (aby tylko nie na zasadzie -"jak na garbatą to całkiem prosta"). Potrzeba będzie wiele wysiłku, by wspólne pływanie stało się dla tych osób bardziej atrakcyjne, a przynajmniej nie było przeżyciem trudnym ponad miarę. Jeżeli pani domu wyraźnie nie leżą żeglarskie obowiązki, to na pewno jest na pokładzie niezastąpiona jako żona i matka, osoba która w dalszym ciągu sprawuje swą władzę i jako szyja kręci głową rodziny.

W trzecim przypadku sprawa zdaje się być beznadziejna i pozostaje nam tylko łagodzić skutki, czyli przykładać plasterki na ropiejącą ranę. Czy ten konflikt może być objawem poważniejszego niedopasowania charakterów i upodobań i zarzewiem wielu innych problemów? To temat na osobną książkę. Jeżeli w naszej rodzinie utarł się pewien zwyczaj spędzania czasu wakacji osobno to lepiej niż otwarta wojna o żeglarstwo, ale też nie jest to ten model życia rodzinnego, który byśmy polecali. Pozostaje rozsądny kompromis i takie dzielenie czasu wolnego , by wszyscy uczestniczyli w upodobaniach wszystkich. Na koniec wreszcie spójrzmy prawdzie w oczy. Czy żeglowanie nie jest dla nas, żeglarskiej części rodziny, jedyną, najważniejszą formą spędzania wolnego czasu ? A może żona, pani domu matka chce, by ktoś podzielał jej zainteresowania i potrzeby? Niezbędny jest więc taki podział czasu wolnego by wszyscy czuli się usatysfakcjonowani. Czasem u źródeł niewieściej niechęci do żeglowania leży niedobry podział obowiązków domowych. Zdarza się, że kobieta jest przemęczona pracą zawodową i obowiązkami domowymi, a to przecież drugi pełny etat. Wtedy zmęczona codziennym kieratem chce odpoczywać w sposób mniej aktywny lub po prostu inny. Czy pamiętacie bajeczkę o słowiku i pani słowikowej? Pani słowikowa niepokoi się bo już północ, a męża nie ma w domu, obiad dawno wystygł, na jej głowie cały dom , wszystkie bytowe problemy i niepokoje. A może coś mu się stało? Tymczasem mąż wraca radosny i zadowolony, bo "wieczór taki piękny, że szedłem piechotą".

Nie da się tu rozsądzić kto ma wyłącznie rację. Rację maja obie strony. Codzienna dreptanina jest nie tylko ważna, jest niezbędna, ona buduje dom i bytowe podstawy funkcjonowania rodziny. Ale nie na niej zaczyna się i kończy życie rodzinne. Trzeba umieć zobaczyć również piękno w otaczającym nas świecie, sprawiedliwie dzielić obowiązki i znaleźć czas w którym wszyscy razem będą mogli cieszyć się pięknem wspólnych przeżyć. Wbrew pozorom książka nasza nie jest przeznaczona tylko dla tej pierwszej kategorii osób. Mamy nadzieję, że przynajmniej panie tolerancyjne dla naszych żeglarskich słabości też znajdą w niej coś dla siebie. Dotyczy to również osób, które małżeństwo mają jeszcze przed sobą. Może kandydaci na mężów żeglarek i kandydatki na żony żeglarzy znajdą tu coś ciekawego i lepiej przygotują się do tego, co ich czeka. Wszystkie sympatie naszych dzieci przeszły przez rejsy żeglarskie i choć dziś nie wszystkie podzielają entuzjazm do tego sposobu życia, to próbę te zdały celująco.

Kobiety żeglują zazwyczaj z innych motywów, ciekawość świata przeżywają inaczej. Nawet na małym jachcie bardziej potrzebują stałych punktów odniesienia i miejsc urządzonych po swojemu, peszy je na początku dziwaczna terminologia i problemy techniczne, a także siła fizyczna, jaka zdaje się im być potrzebna do obsługi jachtu, zwłaszcza w sytuacjach awaryjnych. Ten ostatni czynnik jest zresztą prawie zawsze przeceniany. Jacht dobrze prowadzony przez odpowiedzialnego i obdarzonego wyobraźnia skippera, wyposażony w odpowiedni osprzęt i będący w dobrym stanie technicznym nie wymaga wielkiej siły fizycznej ani odwagi.

Kobiety rzadziej pasjonują się wiatrem, prędkością, przechyłami, skutecznością manewrów. W sposób bardziej refleksyjny i uczuciowy przeżywają kontakt z naturą, piękno krajobrazu, zachód słońca. Bardzo silnie potrzebują wsparcia w swoich niepokojach i akceptacji. Mawia się niekiedy ironicznie, że mężczyzna mówiąc przekazuje informacje, a kobieta swoje uczucia i emocje. Nie jest naszą intencją urażanie pań, ale w tym potocznym określeniu jest pewien okruch prawdy. Ale przecież poznawanie świata jest nie tylko logiczne i rozumowe. Musimy o tym pamiętać i wiele zachowań kobiety na pokładzie zrozumieć jako wyraz jej pragnień, potrzeb, czy po prostu lęku. Uczucia i nastroje, to dla niej równie ważny sposób przeżywania rzeczywistości i trzeba to uszanować. Odpowiedzialny mężczyzna będzie starał się podjąć wysiłek zrozumienia i odpowiedzi na jej potrzeby, nawet jeżeli nie zawsze są sformułowane jasno i wyraźnie. W przeciwnym razie kobieta będzie się czuła na jachcie obco i nie odnajdzie się w swojej roli osoby łagodzącej obyczaje.

Często słyszymy i mówimy o "kobiecej intuicji" i uderzmy się w piersi czasem ją wyśmiewamy. Czy nam mężczyznom to się podoba czy nie jest ona faktem. Nie są to żadne czary. Kobieta większą wagę przywiązuje do drobnych jednostkowych spostrzeżeń, lepiej wychwytuje atmosferę i nastroje. Lepiej też potrafi wyczuć charakter ludzi, choć często nie potrafi tego uzasadnić. Nie lekceważmy kobiecej intuicji, nauczmy się jej słuchać.

Odporność psychiczna, gdy obserwujemy niekiedy nerwowe zachowanie kobiet, może się wydawać niższa niż mężczyzn. Jest w tym wiele mitów. Po pierwsze każdy człowiek w sytuacji nowej, trudnej, z której nie bardzo wie jak sobie poradzić sięgnąć musi do inteligencji i odporności. Tak samo reagują mężczyźni i kobiety. Tyle, że dla kobiety znacznie częściej sytuacje na jachcie są właśnie takim źródłem stresu. Jeżeli jest ona właściwie wyszkolona i informowana o rozwoju sytuacji w konkretnym przypadku, reaguje prawidłowo. Czasem może nawet lepiej, bo w sytuacjach naprawdę trudnych mężczyzna posiadający zazwyczaj przyzwyczajenie do myślenia bardziej syntetycznego widzi od razu całą grozę położenia i częściej będzie spekulować o jej rozwoju i skutkach. Kobieta bardziej analitycznie i szczegółowo podchodząca do otaczającego świata nie myśli o całości, o wszystkim na raz. Raczej próbuje przemyśleć elementy sytuacji i znaleźć rozwiązania cząstkowe, sprawdzone. Odporność psychiczna kobiety, doświadczonego żeglarza jest równa najtwardszym zejmanom, bo częściej wyznaje prosta zasadę "róbmy swoje". Każdy swoje.

Kiedyś w czasie rejsu na naszym HOORNIE w wąskim przejściu w szkierach stanął silnik. Konsylium składające się z kapitana i oficerów, w tym dwóch inżynierów rozpatrzyło wszystkie możliwości i już gotowe było go rozebrać na kawałki, gdy moja żona zapytała, czy nie zabrakło paliwa. Była to jedyna rzecz, o jaką potrafiła zapytać. I rzeczywiście po uzupełnieniu paliwa i odpowietrzeniu silnik był jak nowy. Najczęściej kobieta na jachcie traktowana jest na jeden z dwóch sposobów. Albo od razu stawia się jej pełne wymagania wykwalifikowanego członka załogi i często ruga ostrym słowem, albo sadza w wygodnym miejscu i traktuje jak ozdobę, licząc co najwyżej na jej talenty kulinarne. Szereg kobiet, znacznie dzielniejszych niż mężczyźni, jak , Naomi James, Florence Arthaud , Ellen Mc Arthur i Joanna Pajkowska, żeglowało i żegluje w skrajnie trudnych warunkach po oceanach.

I ja miałem to szczęście, że spotkałem wiele dziewcząt i kobiet, które przyszły na morze z zainteresowaniem i pasją, były w pełni sprawne i godne zaufania w każdych warunkach, a warunki te niekiedy były trudne. Żeglarstwo morskie często wystrasza dziewczyny już na starcie przygotowań. Dość często obawiają się choroby morskiej, sztormów, kambuza itp. Jeżeli popłyną po raz drugi, czy trzeci, to staja się pełnoprawnymi członkami załogi, choć czasem jeszcze trudno im samym w to uwierzyć. Jeszcze raz powtórzmy tu jak ważna jest rola skippera. Jeżeli od siły fizycznej heroicznej odwagi i nadludzkich wysiłków załogi, w tym kobiet, zależy bezpieczeństwo czy życie załogi, to wniosek jest prosty - skipper jest ignorantem. Większość kobiet przeżywa żeglarskie atrakcje przede wszystkim jako bycie z przyjaciółmi, rodziną, czy we dwoje. Szczególnie w przypadku kobiet sprawdza się prawdziwość poglądu, że nie ważne gdzie i na jakiej łódce, ważne z kim. Wiele też niewiast godzi się na ten "najdroższy sposób spędzania czasu w niewygodzie" tylko po to by zbliżyć się do upatrzonej ofiary. Następnie pozwala ofierze dokonać wyboru i podboju. Jeżeli jest jedyną kobietą na pokładzie może mieć pewność, że dokonany zostanie właściwy wybór i zostanie zdobyta zgodnie ze wszystkim zasadami sztuki. A więc jeżeli nasze pływanie jest dopiero przymiarką do życia we dwoje, to dobór załogi jest sprawą o istotnym znaczeniu. Dotyczy to zwłaszcza rejsów dłuższych i trudniejszych. Ilość kobiet i ich dobór na pokładzie muszą być starannie przemyślane. Jedna niewiasta może stać się czarną kanaką nie wychodzącą z kuchni, lub co bardziej prawdopodobne - gwiazdą, odbierającą hołdy i generującą konflikty. Większa grupa pań będzie miała tendencje do stworzenia własnego stronnictwa lub prostego podziału łupów, a załoga zmieni się w federację par. Może zatem, jak pisze Ernest K. Gann w swoich kapitalnych wspomnieniach "Song of sirens", dwie panie w załodze wydają się być optimum. Jak nie bez złośliwości zauważą każda pilnuje, aby ta druga nie wyszła z roli żeglarza i członka załogi. Te trochę ironiczne, ale życzliwe uwagi nie są teoretycznymi spekulacjami męskiego seksualnego szowinisty. Wynikają z wieloletnich obserwacji środowisk młodzieżowych, ale i ludzi dorosłych. Wierzcie mi. Ta "walka buldogów pod dywanem" istnieje, jest naturalna i nieunikniona. By nie zniszczyła wspólnie spędzonego czasu, musimy ją sobie uświadomić, a dalej patrz jak wyżej -dobór załogi to kwestia niezwykle ważna. Idzie przecież o rzecz podstawową, jak spędzimy czas przeznaczony na pływanie o którym marzymy przez ponad jedenaście miesięcy w roku.

3. ŻEGLOWANIE Z DZIEĆMI

Dzieci są tą częścią załogi, której musimy poświęcić najwięcej uwagi. Przeważnie łatwo zainteresować je żeglarstwem, zwłaszcza chłopców. Dotyczy to zarówno przygotowania jachtu, i programu, jak i samego pływania. Przed wspólna wyprawą trzeba w gronie rodzinnym zastanowić się, jak dobrać program, aby nie był zbyt męczący lub trudny. Dobrze jest też przez dłuższy czas, np. w zimie i na wiosnę wprowadzać i zachęcać stopniowo dzieci i młodzież. regionie i akwenach, które będziemy chcieli odwiedzić. Na pewno duże znaczenie może mieć spotkanie towarzyskie w gronie osób, znanych naszym dzieciom, które już gdzieś pływały i chętnie w długie zimowe wieczory będą snuć "sagi" o swoich żeglarskich przewagach, prawdziwych lub prawie prawdziwych. Takie wstępne przygotowanie młodego człowieka na przyszłe przygody, aby były one interesujące może wymagać niemałego wysiłku, zwłaszcza gdy większą część czasu młodzi ludzie spędzają jedyni na nauce, komputerze, grzebaniu w Internecie itd. Sens naszych uwag jest w gruncie rzeczy tak, że wspólne wakacje nie będą jedynym i cudownym lekiem na przeciążenie nauką, na konflikty w rodzinie, czy brak kontaktu między jej członkami. Wspólne żeglowanie pomoże zintegrować się, przeżyć ciekawy czas, dać kapitał wspólnych doznań i umocnić miłość jaka w niej panuje, ale musimy nad tym popracować. Nie jest to jednak cudowna pigułka na wszystkie dolegliwości jakie przeżywamy codziennie. Nic nie zrobi się samo, nad wszystkim trzeba popracować. Im staranniej, tym lepsze będą efekty. Nie jest wreszcie i tak, że wsiądziemy na łódkę, oddamy cumy i wszystko się jakoś ułoży. Niemowlę można wozić nawet na niewielkim jachcie, aczkolwiek liczyć się musimy z całą problematyką jego snu, higieny etc. Na pewno nie może to być jednostka mała, chybotliwa i ciasna. Musi zapewnić poczucie bezpieczeństwa dziecku i matce, muszą zaistnieć warunki do mycia, przewijania, (duży zapas słodkiej, czystej wody z możliwością podgrzania!), odpowiedniego czasu na sen. Musi to być po prostu jacht duży. No i z ambitnego żeglowania raczej trzeba będzie rezygnować, zwłaszcza gdy zechce raczkować, wstawać, a więc gdy osiągnie wiek 8 miesięcy i więcej .Ale już połączenie żeglarskiej wędrówki etapowej z mieszkaniem w namiocie pozwoli dorosłym i starszym dzieciom cieszyć się wodą, wiatrem, jachtem. Przygotowanie takiej wędrówki wymaga wielu przemyśleń i przygotowań i zaopatrzenia się w odpowiednie wyposażenie, - podgrzewacze do mleka , zapas pieluszek i pampersów itd. Wspomnijmy też o wielkich zaletach nawilżonych jednorazowych chusteczek higienicznych do pielęgnacji niemowląt, których musimy mieć duży zapas na wypadek przemoczenia lub utraty jednego opakowania. Są one przydatne również i dla dorosłych, gdy nie ma możliwości starannego umycia, a potrzeba zabiegów higienicznych staje się paląca. Przygotować się trzeba na okres złej pogody i liczyć z ryzykiem zawilgocenia pieluch i ubranek. Muszą być więc zapakowane w odpowiedni sposób, a ich ilość wybrana z odpowiednim zapasem. Stosowane na codzień olejki, maście i inne specyfiki pielęgnacyjne zupełnie dobrze nadają się w czasie żeglowania. Zwrócić należy uwagę na stosowanie kremów z filtrem UV (ultrafioletu), bo światło na wodzie bywa zdradliwe i nietrudno o poparzenia. Od czasy wymyślenia "kapsuł" służących do wożenia dzieci w samochodzie nie zagraża im niebezpieczeństwo wypadnięcia w przechyle, a taki pojemnik lub mały fotelik przeznaczony w zasadzie do przewożenia małych dzieci w samochodzie przystosować można do mocowania w kilku miejscach na jachcie. Na grodzi wewnątrz jachtu, na ścianie nadbudówki na z ewnątrz. Wiek poniemowlęcy ( do około 3 roku życia) to czas w którym wspólne żeglowanie będzie bardzo trudne. Dziecko najpierw uczy się chodzić, potem chce wszędzie wejść, a ograniczenie możliwości poruszania się przyjmuje bardzo źle., prędko też poznaje możliwość powiedzenia i siłę słowa "nie". Jego rozwój poznawczy będzie ograniczony ciasnotą jachtu, a zimno, przechyły i zła pogoda mogę je wystraszyć i zniechęcić do kontaktów z wodą i żeglarstwem. Wymaga stałej opieki i ograniczy aktywność żeglarską przynajmniej matce, a pewnie i pozostałym członkom załogi. Po uporaniu się z problemami higieny małego dziecka następną trudnością będzie wpojenie raz na zawsze bezwarunkowego posłuszeństwa na pokładzie. Może to być niezgodne z nowoczesnymi teoriami wychowawczymi każącymi być wyrozumiałym, szanować odrębność dziecka, dążyć do jego upodmiotowienia, działać raczej na płaszczyźnie partnerstwa ucierać kompromisy niż apodyktycznie wydawać polecenia etc. etc. Dla wielu rodziców może to być rzeczywiście problem, zwłaszcza jeżeli na co dzień mają niezbyt dobre kontakty z dziećmi lub dali się uwikłać w stosowanie nowoczesnych teorii ( np. nieszczęsnego dr. Spocka). Czego należy stanowczo zabronić? Lista nie powinna być zbyt długa. Nie wolno wychylać się za burtę, nie wolno wchodzić samowolnie do wody przy brzegu jeżeli jest głębsza niż do kolan, nie wolno wysuwać rąk i nóg za burtę. Nakazane jest bezwzględne posłuszeństwo, a ewentualne uzasadnienia mogą następować później i to pod warunkiem wykonania polecenia. Małe dzieci do około 5 lat wymagają stałej opieki dorosłej, lub znacznie starszej osoby. Zatem najczęściej na matkę spada obowiązek dbałości o ich bezpieczeństwo wygodę. Żeglując z małymi dziećmi nie możemy liczyć na istotna pomoc matki w utrzymaniu i prowadzeniu jachtu i w manewrach. Z kolei ona sama musi tak przemyśleć swoje obowiązki, by problemy dziecięce nie zdominowały wymijania się ze statkiem Żeglugi Mazurskiej, refowania, czy stawania na kotwicy przy brzegu o nieznanej głębokości. Szczególną uwagę należy przykładać do ubioru małych dzieci. Na wodzie, zwłaszcza po całym dniu żeglowania organizm ludzki podlega wychłodzeniu. W naszym klimacie, nawet w ciepły dzień (poza czasem od połowy czerwca do końca lipca), robi się pod wieczór chłodno. Dziecko łatwo więc przegrzać i jeżeli nie osłonimy go dostatecznie od słońca, to pod wieczór zaziębienie gotowe. To samo dotyczy kąpieli. Choć są dzieci, które z podziwu godna odpornością gotowe moczyć się w wodzie bez końca, szybkie ochłodzenie rozgrzanego ciała zawsze niesie ryzyko katarów i przeziębień. A leczyć takie dolegliwości w warunkach jachtowych jest niezwykle trudno. Opieka rodziców nie może się ograniczyć do zapewnienia dziecku wszelkiego bezpieczeństwa. Pierwszy okres rozwoju dziecka, to również kształtowanie osobowości. Teraz właśnie decyduje się nastawienie do świata i ludzi. Może ono przybrać postać "ku" albo "od". Ku ludziom, światu, nowym wrażeniom. Ku przyjaźni, otwartości, sympatii. Ku współpracy z innymi i zrozumieniu innych Postawa "od", to izolacja, a przynajmniej dystans, nieufność, egoizm, chęć współzawodniczenia i sukcesu za wszelką cenę. To słaby punkt teorii według których naczelnym zadaniem człowieka jest samorealizacja i osiąganie celów indywidualnych. Człowiek tak uformowany ma trudności w kontaktach z otoczeniem, a częste próby nawiązania trwalszych kontaktów poprzez zmiany środowisk, znajomych, partnerów pogłębiają tylko poczucie osamotnienia Nie zmarnujmy żadnej okazji, by postawę właściwą kształtować i wzmacniać. Służy temu przykład miłości, jaką okazują sobie i dzieciom rodzice, trwałości i spoistości rodziny, wierność wyznawanym wartościom i zasadom Dzieci małe do 5-6 roku życia od otoczenia oczekują przede wszystkim bliskość rodziców, a zwłaszcza matki, opieki i pomocy w codziennych czynnościach. Źle znoszą zimno i wygłodzenie, a atrakcje żeglowania nie są dla nich wielkie. Natomiast możliwość wychlapania się na plaży w płytkiej wodzie, słuchanie bajek czy opowiadań cenią sobie bardzo i mając takich członków załogi musimy liczyć się z wieloma ograniczeniami atrakcyjności naszej podróży. Szczególnie wiele zależy tu od matki bo to głównie na nią maluchy orientują się w swoich kontaktach z otoczeniem. Rola matki jest nie do przecenienia i to nie tylko jako opiekunki, pocieszycielki, kogoś kto daje poczucie bezpieczeństwa, ciepło sytość. Te podstawowe funkcje są dla wszystkich czytelne i zrozumiałe. Lecz nie na tym kończy się rola matki. Erich Fromm w swojej kapitalnej książce „O sztuce miłości” określa w przenośni, że matka daje "mleko", czyli żywi, pomaga, pociesza - zapewnia byt. Jest jednak jeszcze coś, co może dać matka, czasem intuicyjnie, a czasem w sposób bardziej uświadomiony, przemyślany. To drugie Fromm nazywa ”miodem”. Miód daje ta matka która pokazuje dziecku piękno i harmonię świata i przyrody, sens i celowość jej istnienia, chęć poznania i współdziałania z innymi, a swoim zachowaniem potwierdza te wartości jakie niesie z sobą przeżywanie świata. Matka daje opiekę, ale również może uczyć zgody w obcowaniu z otoczeniem i miłości do niego. Robi to we właściwy sobie kobiecy, przepojony uczuciami sposób. Możliwe to jest wtedy gdy sama reprezentuje takie podejście, gdy sama potrafi cieszyć się życiem, mimo wielu, często dolegliwych obowiązków. Nie znaczy to, że ojciec ma się ograniczyć do żeglowania i prac technicznych. Podobnie jak w domu, jak przez cały rok i tu ma swoje zadania do spełnienia a izolacja od codziennej rutyny ułatwi mu to. To właśnie w czasie wspólnie odbytego rejsu może utwierdzić się w dzieciach przekonanie, że tata „wie wszystko” i autorytet ojca, którego w ciągu roku częściej nie ma w domu niż jest, zostanie podbudowany. Może jednak być, iż ogólne wrażenie dzieci będzie takie: tata nie miał dla nich czasu, był spięty, izolował się i „tylko krzyczał”. Dzieci w tym wieku zaczynają się garnąć do innych dzieci i bawić się wspólnie. Dobrze byłoby więc gdyby w naszej załodze lub na zaprzyjaźnionym jachcie nasze dziecko, czy dzieci znalazło rówieśników. Da nam to chwilę odpoczynku, gdy zajmą się wspólną zabawą. Nasza Joasia, która żeglowała z nami od zawsze, czasem bywała zmęczona ograniczeniami, jakie narzuca wnętrze jachtu i gdy kiedyś w Kopenhadze, w Christianshavn znalazła w ogródku zjeżdżalnię i huśtawki spędzała tam z miejscowymi dziećmi całe dnie. Jak się z nimi porozumiewała, nie bardzo wiedzieliśmy. Po podejściu bliżej okazało się, że były tam również i dzieci mówiące po angielsku. Po prostu każde mówiło po swojemu i komunikacja przebiegała znakomicie. To również wiek pytań. Dziecko pyta o wszystko i często bywa to męczące. Pamiętajmy jednak, że to jego sposób na poznawanie świata i że nie ma głupich pytań, czasem są głupie odpowiedzi. Dziecko w wieku przedszkolnym zaczyna odczuwać potrzebę odgrywania jakiejś roli,. Zmienia się więc charakter zabaw i w tym czasie można podpowiedzieć rolę marynarza żaglowca, badacza nieznanych lądów, podróżnika. Potrzebę rysowania, malowania, czy lepienia zaspokoić można nawet na małej jednostce i w odpowiednim momencie podsunąć kartkę papieru prosząc o narysowanie tego, co dziecko widzi- ptaki, las, inne jachty. Gdy dzieci jest kilkoro można urządzić cały plener malarski z konkursem i nagrodami (dla każdego za coś innego). Tak więc na jachcie rodzinnym nie może zabraknąć papieru, kredek, farb, plasteliny. Nie lekceważmy naturalnej dla dzieci potrzeby śpiewu. Jeżeli będzie właściwie rozwijana i nie zaginie po wejściu w wiek kilkunastu lat, gdy młodzież przeważnie wstydzi się śpiewać, da im wartościowe przeżycia. A może wspólne rodzinne śpiewy? Z czasem mogłyby doprowadzić do chęci nauczenia się gry na gitarze, a może rozwinięcia drzemiących talentów muzycznych. Inną rozrywką dla grupki młodzieży mogą być konkursy sprawnościowe: wiązanie węzłów, wspinanie się po linie, skoki do wody, ( w miejscu dostatecznie zbadanym i głębokim), rzucanie rzutką do koła ratunkowego . Sposobów i pomysłów jest wiele, trzeba je przemyśleć i zorganizować ich realizację. Nie liczmy jednak na poważny udział małych dzieci w pracach na jachcie. Prędko się męczą i nudzą, a wszystko, co robią, musi mieć charakter prostej zabawy. Potrzebna jest im częsta odmiana zajęć, bo długotrwałe przebywanie w jednym miejscu, jednostajny wysiłek i zajęcia męczą je bardzo. Następuje wtedy zniechęcenie a nawet płacz. Małe dzieci podobnie będą reagować na brak zainteresowania ze strony rodziców zajętych żeglowaniem, przygotowaniem posiłków, czy choćby rozmową z innymi dorosłymi spotkanymi na szlaku. Często ich zachowania potocznie interpretowane jako niegrzeczność - krzyk, płacz, przerywanie rozmów starszych i nieposłuszeństwo jest po prostu próbą zwrócenia na siebie uwagi. Niektórzy rodzice reagują na to agresją lub izolują się od dziecka, inni nie zwracają na nie uwagi. W rezultacie dzieciak jest zastraszony i kumuluje się w nim jego własna agresja lub też bez końca coś powtarza, krzyczy, marudzi. Problemem są rodzice, którzy do tego dopuszczają uważając, że "to przecież małe dziecko", "musi się wyszaleć", a potem żądają posłuszeństwa Dziecku musi towarzyszyć nasza miłość i zainteresowanie. Jeśli to wyczuwa wtedy zupełnie dobrze przyjmie stanowczość rodziców. Jeżeli zajmujemy się dziećmi i one wiedzą, że mogą w ważnej sprawie zwrócić się do nas, łatwiej im będzie zrozumieć sytuacje w których muszą podporządkować się prawidłom świata dorosłych. Do takich sytuacji, w których dzieci są zmęczone, pragną wyłączności w kontakcie z rodzicami przygotujmy się zabierając ulubione zabawki, coś do czytania i przewidując odpowiednio wczesne stanięcie na biwak, wspólną przejażdżkę na pontonie, kąpiel w odpowiednio płytkiej i ciepłej wodzie i dłuższy czas na zajęcie się młodszymi dziećmi, ułożenie do snu, tak by codzienne zajęcia możliwie jak najmniej odbiegały od rytuałów domowych. Nowe i czasem trudne przeżycia dnia wymagają dłuższego czasu na wyciszenie, a przejście od dnia i aktywności do snu winno odbywać się łagodnie i w towarzystwie obojga rodziców. Dzieci są bardzo wyczulone na nastroje i zachowania dorosłych i to nie tylko na to co rodzice mówią, ale i to, co sygnalizują swoim zachowaniem, gestami, mimiką tonem głosu a stłoczenie na bardzo małej przestrzeni znacznie utrudni nam ukrycie swoich nastrojów i samokontrola będzie niezbędna. Dzieci bardzo prędko zauważą niepewność, lęk, czy konflikty wśród dorosłych i zareagują niepewnością i nieufnością. Dzieci w wieku 6-12 lat należy włączać do aktywnego żeglowania- obsługi fałów i szotów, pracy przy manewrach i klarze jachtu. Winny poczuć się pełnoprawnymi członkami załogi, aczkolwiek stale musimy uważać, bo ich siła, wyobraźnia i poczucie obowiązku są zbyt małe w stosunku do potrzeby samodzielności. Wskazane będzie stopniowe przygotowanie i przeszkolenie do poszczególnych prac. Rosnący krytycyzm młodych ludzi w latach następnych wymaga, by częściej przekonywać ich do swoich racji i negocjować, zamiast po prostu kazać. Młodzież staje się krytyczna i proste dziecięce przekonanie, że rodzice wiedzą wszystko zostaje zachwiane. Szczególnie ważne jest w tym wieku byśmy umieli swoje życzenia, czy polecenia przedstawiać w kategoriach wspólnej potrzeby i interesu, a nie twardego stanowiska dorosłych w konkretnej sprawie. Argumentujmy więc odnosząc się do poczucia odpowiedzialności, pokazując zagrożenia czy korzyści. Sytuacje w których te zagrożenia widać w naszej załodze, czy u innych, pokazujmy jako przykładowe, ale nie na zasadzie „a nie mówiłem?” W tym wieku nie zawsze uda się uzyskać posłuszeństwo na zasadzie „bo ja każę”, „jak będziesz starszy to zrozumiesz”. Już wkrótce dzieci wkroczą w wiek dojrzewania, krytycyzmu i odrzucania świata dorosłych. Niewiele czasu upłynie, dorosną i zacznie się kwestionowanie zastanego świata. Utwierdzą się w przekonaniu, że starsi „nic nie wiedzą”, a potem wiele czasu musi upłynąć, zanim przekonają się, że ci rodzice to “jednak coś tam wiedzą”. Następuje to zazwyczaj po osiągnięciu samodzielności, tej prawdziwej kiedy człowiek potrafi sam się utrzymać. Często dopiero wtedy następuje pełne wzajemne zrozumienie. Lecz tak musi być, wychowujemy dzieci do rozstania z nimi i nie ma to rady.

Kończy się wiek dziecięcej stabilizacji, następuje szybki i nie zawsze zrównoważony rozwój. Dziewczęta rozwijają się szybciej nie tylko fizycznie, stają się bardziej dorosłe. Piętnastolatka ma czasem figurę dorosłej kobiety, co może bardzo ją krępować, zwłaszcza w prymitywnych warunkach jachtowych. Chłopcy robią się rozhukani, nie zdają sobie sprawy ze swojej siły i masy. Lubią się mocować, współzawodniczyć i popisywać swą siłą, co należy wykorzystywać dla dobra żeglugi. Często ich szybki rozwój fizyczny powoduje nadpobudliwość ruchową, wszystko im “leci z rąk”, zdarzają się osłabienie serca.. Do 12 roku życia dzieci są dość ustabilizowane i łatwe w prowadzeniu, dostosowują się do otoczenia. Teraz uczucia stają się chwiejne, od rozpaczy do rozkoszy, wszystko jest 'genialne” , lub “denne” nadużywane są określenia: "wszystko", zawsze”, “nigdy”. Nowym najważniejszym odniesieniem staje się grupa rówieśnicza. Prawidłowe wychowanie opiera się na trzech filarach: rodzinie, szkole, grupie rówieśniczej i ważne jest by między tymi środowiskami panowała zgoda. Bez umiejętności rozpoznania w jakich grupach uczestniczą nasze dzieci, prędzej czy później, nasz kontakt z nimi osłabnie. Dlatego nie popisujmy się tolerancją i nie gódźmy się na stopniowe, przedwczesne odchodzenie naszych dzieci. Amerykanie, pionierzy wychowania bezstresowego, partnerskiego, tolerancyjnego, od jakiegoś czasu zaczęli zadawać sobie pytanie, “czy wiesz co robi w tej chwili Twoje dziecko?”. My dodajmy “czy akceptujesz, to co robi w tej chwili Twoje dziecko”? Czy wiemy gdzie leży granica miedzy wychowaniem przyzwalającym, zawsze ufającym i tolerancyjnym, a obojętnością i izolacją i że jest ona jest trudna do uchwycenia i czy nam się to nie pomyliło ? W tym okresie obniża się dziecięcy egoizm, zaczyna autorefleksja - to dobry czas na rozmowy i dyskusje na tematy światopoglądowe, właśnie w gronie rodzinnym. Nie możemy nie mieć na to czasu, czy ochoty. Teraz jest możliwość wpajania zasad etyki zobowiązań i odpowiedzialności, bo na jachcie samo otoczenie sprawdza to szybko i bezkompromisowo. . Jeżeli to zaniedbamy, to system etyczny lepszy zostanie wyparty przez system gorszy- "etykę utylitarną" , "etykę bez kodeksu", etykę sytuacyjną” i popularną dziś zgodę wszystkich na wszystko dla wygody zwaną niekiedy tolerancją.

Teraz zawiązują się też pierwsze trwałe przyjaźnie i pierwsze zakochania. Młody człowiek może nie tylko korzystać i otrzymywać od otoczenia, ale i sam dawać i zaczyna sobie z tego zdawać sprawę .To również dziedzina w której niezbędna jest nasza, bardzo dyskretna, obecność. W dalszym ciągu istnieje silna potrzeba tworzenia młodzieżowych grup koleżeńskich, przyjacielskich, możemy i powinniśmy stwarzać ku temu przyjazne warunki. W to miejsce za dyktaturą kolorowych pisemek pojawia się rzekoma konieczność "posiadania". Posiadania dziewczyny, posiadania chłopaka. Często środowisko młodzieżowe nie jest w gruncie rzeczy grupą koleżeńska spajaną sympatią, wspólnymi pragnieniami i przeżyciami, lecz federacją par. Zmienia to zasadniczo wpływ rówieśników na młodego człowieka i stwarza fałszywy obraz potrzeb. Bardzo trudno w tej sprawie być dojrzałym, świadomym rodzicem. Bardzo piękny jest widok rozwijających się uczuć naszych dzieci, chcielibyśmy dla nich jak najlepiej, a możliwości wsparcia i rady są tak niewielkie. Tylko tam gdzie jest silna, dobra więź między rodzicami i dziećmi, gdzie miłość wzajemna rodziców jest widoczna i silna, tam możemy oddziaływać dobrym przykładem i niesłychanie delikatnymi i dyskretnymi sugestiami. Gdy rozwijanie się uczuć naszych dzieci jest jawne, dzieje się w środowisku rodziny to możemy być spokojniejsi. Jeżeli te przeżycia są trzymane w przez dzieci w tajemnicy, gdy wolą raczej grupę swoich kolegów i koleżanek i gdy na dodatek niewiele o tej grupie wiemy to zły znak. Możemy si usprawiedliwiać lub chować głowę w piasek, ale sytuacja nie jest dobra. W tym okresie poprawia się umiejętność uczenia i staje się bardziej wypracowana, zamiast uczenia przez wzór i uczenia przez powtórzenia, następuje uczenie ze zrozumieniem, uczenie przez skojarzenia, wnioskowanie, uczenie przez transfer. To ułatwia wyrobienie umiejętności żeglarskich i również zrozumienie wielu zagadnień technicznych i teoretycznych. W miejsce uczenia i wychowania przez zabawę winniśmy uczyć i wychowywać przez grę, stawianie zadań, stwarzanie sytuacji wychowawczych, a więc takich w których pożądane zachowania są jedyną droga postępowania. Lepszemu zrozumieniu otaczającego świata towarzyszy niekiedy poczucie rozczarowania i bezsilności. W tym stanie pewnej destabilizacji emocjonalnej niełatwo o poczucie odpowiedzialności, a więc umiejętności i potrzeby ponoszenia konsekwencji swoich działań i zaniechań. Nie da się tłumić buntów, których przyczyny są często widoczne, starajmy się uczyć zrozumienia tych przyczyn. Zrozumienia to nie znaczy akceptacji zachowań, czy ytuacji nagannych, niewłaściwych, czy po portu złych. Łagodzenie młodzieńczych buntów i niezgody na poznawany świat nie może przebiegać jako wyuczenie konformizmu i zgody na zło. W działaniach wychowawczych podejmowanych przez rodziców nie da się przecenić roli dobrego przykładu. Nie zastąpią go najlepsze wykłady, kazania i dyskusje. Bardzo ważną funkcją rodziców jest łagodzenie konfliktów, których wiele w naszym życiu rodzinnym. Każdy spór czy kłótnia winna być zakończona do końca dnia, abyśmy nie szli spać z poczuciem krzywdy lub winy. Najlepsza jest ta stara uniwersalna zasada -„ niech nigdy słońce nie zachodzi nad zagniewaniem waszym.” Najbardziej łagodny tata i kochająca mama muszą czasem być stanowczy. Umiejętność powiedzenia „nie” jest trudna, ale można się jej nauczyć. Zaczynamy od spokojnego, krótkiego i zdecydowanego „nie”, w drugim etapie objaśniamy, że to nie represja czy osobista niechęć, a jedynie realizacja pewnego obiektywnego porządku czego wymaga dana sytuacja. Trzeci krok to podkreślenie zalet wychowanka i naszych dobrych wzajemnych relacji. Wiele problemów i dyskusji na temat prowadzenia jachtu unikniemy, jeżeli namówimy dzieci do samodzielnego sterowania, obsługi żagli, obserwacji i dyskretnego ścigania się z innymi łódkami. Nie przegapmy tej okazji wpływania na nasze dzieci w czasie wakacji. To ostatni czas na wzmocnienie więzi uczuciowych, przekazanie swojej wiedzy i zintegrowania rodziny. W lepszej sytuacji są te rodziny, w których dzieci żeglują od najmłodszych lat i wciągają się w obowiązki żeglarskie płynnie, niejako automatycznie. Oni będą w przyszłości najlepszymi żeglarzami, i bo podstawowe umiejętności żeglarskie- stałe wyczuwanie wiatru, odruchowe balastowanie na małej łódce, dbałość o bezpieczeństwo własne i innych, starania o stan jachtu wyssali z mlekiem matki. Młodzież w wieku 12 i więcej lat nie tylko można, ale koniecznie trzeba obciążyć wszystkimi obowiązkami świadomych uczestników rejsu, zostawiając dużą samodzielność, pomagając uporać się z błędami i chwaląc osiągnięcia. Nie ulega wątpliwości, że żeglowanie w gronie rodzinnym wymaga starannego przygotowania wszystkich do wypełniania ich obowiązków. Z tego względu większa wyprawa jeżeli ma być dla naszej rodziny pierwszym takim doświadczeniem winna być poprzedzona kilkoma krótkim wypadami. Nawet jeżeli byliśmy już razem na wodzie to przed wakacjami dobrze będzie odświeżyć sobie wiadomości i umiejętności, by nie zaczynać wakacji od błędów, nieporozumień i awarii. To bardzo trudny, ale i piękny okres w życiu młodych ludzi. Maria Braun-Gałkowska w swojej świetnej „Psychologii domowej” nazwała go „pomiędzy lądem, a morzem”. Rośnie poczucie samodzielności i niezależności, a do innych młody człowiek zwraca się już nie tylko po pomoc. Jeszcze stoi na brzegu przyzwyczajeń, bezpieczeństwa, stabilności i opieki dorosłych. Perspektywy samodzielności, dalszego nieograniczonego, zdaje się, poznawania życia działają właśnie tak, jak widok morza, gdy stoimy na brzegu. Morze jest piękne i interesujące, kusi zagadką tego co poza horyzontem. Bywa jednak niebezpieczne. Tą piękną metaforę uzupełnijmy faktem, że najpełniej i najszybciej rozwijały się kultury krajów nadmorskich, że morze było najczęściej wybieraną drogą poznania dalekich krain i kultur, szkołą charakterów i źródłem bogactwa. Ten krok ku morzu dorosłości jest więc nieunikniony i może być bardzo wartościowy, ważne by był przygotowany i przemyślany. Nic nie da się porównać z satysfakcją rodziców którzy widzą, jak ich wartości, podejście do wszystkiego co niesie życie, zaczyna być powielane w zachowaniach dorastających dzieci, jak rośnie ich samodzielność. Przecież całe życie uczymy swoje dzieci jak być dorosłym, jak być rodzicami, jak zostać dziadkami i w końcu jak się zestarzeć i godnie umrzeć. Żeglarstwo może być jednym z najcenniejszych środków wychowawczych, stosujmy go w sposób celowy i przemyślany. Rosnąca, widoczna samodzielność dzieci to cud. Niesie ona ze sobą ryzyko i niepokoje rodziców. Nasza odpowiedzialność wcale nie kończy się z przejściem tej umownej „osiemnastki”, choć pewnie wiele razy będziemy o tym przekonywani i to nie tylko przez dzieci. Czynią tak również ich rówieśnicy, niezliczone programy telewizyjne, kolorowe pisemka i wszechobecna komercja. Możliwość wpływania na postawy, a więc i zachowania młodzieży jest kusząca, zarówno dla tych którzy chcieliby wpływać na poglądy młodego człowieka nie ponosząc odpowiedzialności, ale czują w sobie powołanie i misję rewolucyjnego poprawiania świata, jak dla marketingu i reklamy, których jedynym celem jest wpływanie na ludzi by zwiększać sprzedaż. Nie jesteśmy tu na pozycji straconej, ale wymaga to z naszej strony wielkiej miłości, staranności i pracy. Prawdziwa dojrzałość młodego człowieka to umiejętność podejmowania odpowiedzialności i wszystkich obowiązków człowieka dorosłego, to życie szczęśliwe i uczciwe. Ile jeszcze przed nami obaw, niepokojów wie tylko ten z rodziców, kto tę drogę przeszedł w całości. Kilka następnych lat to może być również krok w kierunku żeglowania samodzielnego lub w grupie rówieśniczej. Zwierzęta na jachcie. Dla żeglarza zwierzę domowe to poważny problem. Zabrać ze sobą trudno, a kłopoty przyrastają z jego wielkością. Pozostawić w domu nie zawsze można, poza tym jak rozstać się na dłużej z przyjacielem. Dzieci będą zapewne nalegać, ale nie zdają sobie sprawy z rozmiaru problemu i kłopotów jakie mogą wyniknąć. WIĘCEJ.... Spotykamy na jachtach, zwłaszcza śródlądowych psy, rzadziej koty. Ogólnie rzecz biorąc problemy z psem, czy kotem w czasie żeglugi są znacznie większe niż na wakacjach spędzanych w inny sposób, np. w czasie wędrówki samochodem, o zwykłych wczasach już nie mówiąc. Znajdując się w tak obcym sobie środowisku pies będzie zachowywał się nerwowo, może stać się nieposłuszny, a często strofowany będzie nerwowy i jeszcze bardziej nieposłuszny. To zresztą problem szerszy, bo pies powinien być przyjęty do rodziny od szczeniaka i przejść szkolenie, mówimy, że musi być „ułożony”. Nie jest to zadanie łatwe i błędny jest pogląd, że każdy sobie z tym da radę. Łatwo na psa przerzucić nasze fobie i emocje, dlatego najlepiej współpracować z trenerem. Błędem jest równie sprawiania dzieciom psa „do zabawy”. Do zabawy służą klocki i nakręcane samochodziki. Wychowanie zwierzęcia to zadanie niełatwe i stąd zapewne narzekania na nieposłuszeństwo naszego pupila, czy w wypadkach skrajnych jego napady agresji, w czasie których, zwłaszcza duży pies, może być niebezpieczny Dzieci, które na co dzień są w z nim w dobrych relacjach chcą przeważnie wziąć na siebie trud jego wychowywania, ale pies wychowywany przez dzieci głupieje, bo musi wiedzieć kto jest przywódcą. Dzieci nawet najbardziej przez psa kochane takim zbiorowym przywódcą nie będą. Pies musi być co jakiś czas wyprowadzany, zatem najlepiej byłoby dobić do brzegu i poszukać mu odpowiedniego drzewka. Można te sprawę zostawić jego pomysłowości, ale wtedy akcja może się znacznie przedłużyć. Ponadto dla psa możliwość obwąchania wszystkiego po drodze to nie tylko ułatwienie realizacji naturalnych potrzeb. W ten sposób poznaje on świat i swoje najbliższe otoczenie. Znawcy przedmiotu twierdzą, że dla psa wąchanie jest głównym narzędziem poznania i pewnym surogatem polowania. Nie wystarczy więc dać mu trzy razy po dziesięć minut na spacerek, musi mieć możliwość nieskrępowanego pobiegania. Namówić psa na załatwianie potrzeb naturalnych na pokładzie, czy na kuwetę, w czasie żeglugi raczej się nie da, ma on zbyt silny instynkt ochrony swego domostwa i prędzej się wyrzyga niż je zabrudzi. W żegludze morskiej sytuacja jest znacznie poważniejsza, bo do brzegu dalej, poza tym pies ani kot nie powinny pić słonej wody. Na dodatek pies i kot gubią w lecie część sierści i utrzymanie jachtu w, dostatecznej choćby czystości będzie dodatkowym problemem. Pies co prawda może działać odstraszająco na chuliganów i złodziei, ale tak jak i na lądzie musi być odpowiednio duży. Jeżeli jesteśmy z nim zżyci i nie wyobrażamy sobie czasu spędzonego w rozłące to musimy podjąć to wyzwanie, ale będzie bardzo ciężko, zwłaszcza jeżeli mamy w planie kilkunastodniową wędrówkę. Potrzebna będzie uprząż i linka z karabińczykiem, aby uchronić naszego przyjaciela od nieplanowanej kąpieli. Jeśli jesteśmy przy kąpieli to na pewno będzie to dla zwierzaka atrakcja (zapewne jedyna). Co do choroby morskiej to krążą różne opinie. Najczęściej uważa się, że psy na nią zapadają rzadko, albo wcale. Być może tak jak z ludźmi, po prostu nie ma stałych reguł. Spotykany jest również pogląd odmienny i jeden z moich znajomych twierdzi, że skoro jest pasjonatem i przyjacielem swoich kolejnych psów, to nie wyobraża sobie wakacji bez psa. Starannie układa psa od szczeniaka, przyzwyczaja do posłuszeństwa i wymaga go. Z drugiej strony zna potrzeby zwierzęcia i zaspokaja je, bo układ zwierzę - człowiek musi być w jakimś stopniu symetryczny i na przywiązanie i przyjaźń człowiek uczciwy i wrażliwy odpowiada tym samym. Kolejne jego duże psy (rotweilery) żeglowały przez całe wakacje. Czas spędzony na pokładzie był dla nich atrakcją, a możliwość biegania po lesie i kąpiel była dla nich czymś cudownym, jakże różnym od życia w mieście. W rejsie morskim szereg problemów może się nasilić, choć spotkałem kiedyś na Helgolandzie jacht fiński, na którym wędrował samotny żeglarz z psem. Też twierdził, że nie wyobraża sobie podróży bez psa i po okresie wstępnej aklimatyzacji pies nie sprawia kłopotów i czuje się dobrze. Zatem zależy to i od ludzi i od psa. Andrzej Urbańczyk wiele lat żeglował ze swoim kotem i twierdzi, że było to ważne przeżycie. Zapewne dla niego, bo kota nikt nie pytał. Kot będzie na pewno znacznie bardziej samodzielny i prędzej zakleszczy się gdzieś we wnętrzu jachtu, zwłaszcza większego i przeczeka nieprzyjazne warunki kołysania, wiatru i wilgoci. Wystarcza mu kuweta, najlepiej z piaskiem, bo daje możliwość zagrzebania śladów swego dobrego trawienia, a to dla drapieżników potrzeba najważniejsza. Koty nie są fałszywe i pozbawione uczuć jak twierdzą niektórzy. Różnica w zachowaniu kota wychowywanego w domu w okresie od 2 do 8 tygodnia życia i kota pozbawionego właśnie w tym okresie kontaktu z ludźmi jest ogromna i może stąd te stereotypowe opinie o kotach z których niektóre rzeczywiście są dzikie, a przynajmniej ogromnie zdystansowane w stosunku do ludzi i całego otoczenia. Wszystkie koty są poza tym bardziej oszczędne w wyrażaniu swoich emocji, bardziej przestrzegają dystansu i swego terytorium, co wynika raczej z ostrożności i z faktu, że z człowiekiem żyją znacznie krócej niż psy. Historia kota żyjącego w pobliżu siedzib ludzkich zaczyna się prawdopodobnie około 2 500 lat temu, gdy psy, jak twierdzą ich miłośnicy towarzyszą człowiekowi prawie dwukrotnie dłużej. Z kolei jako zwierze zupełnie nieobliczalne i odporne na nasze życzenia, polecenia i rozkazy, kot może w każdej chwili wyskoczyć na pokład, wpaść do wody lub przestraszony wpić się pazurami w głowę lub ramię, uciec na brzeg itp. Tak więc z kotem można przeżyć wiele ciekawych przygód. Jedna z nich była udziałem naszych przyjaciół, którzy jadąc na Mazury wzięli swoją kotkę. W połowie drogi wysiedli na odpoczynek i krótki popas. Wypuścili też zwierzątko, które nie myśląc długo wskoczyło na drzewo i wspięło się całkiem wysoko. Nie pomagały prośby ani groźby, nęcenie smakowitymi kąskami. Kotek po prostu nie zgodził się zejść na dół. Zdesperowany Boguś wziął siekierę i zaczął rąbać drzewo. Fakt, że nie było grube. Gdy już drzewo zaczęło się przechylać, sukces zdawał się być blisko, ale drzewo oparło się o sąsiednie i kot zgrabnie przeskoczył na to drugie. Co było robić, zaczęto rąbać to drugie i to tak, by sytuacja się nie powtórzyła, a drzewo wraz z kotem opadło na ziemię. Nadszedł leśniczy... Inne zwierzęta, króliki, chomiki, złote rybki, żółwie, nie sprawiają tyle kłopotu, ale też i kontakt z nimi jest mniejszy, więc też nie polecamy. Potwierdza się tu reguła obowiązująca nie tylko w żeglarstwie. Wszystkiego na świecie nie da się mieć, przynajmniej na raz. Musimy wybierać, tym bardziej że zwierze nie jest rzeczą i planując, oraz decydując robimy to za nie i za nie odpowiadamy. Nie tylko za karmienie i sen, również za przeżycia jakich mu dostarczamy. Znając więc upodobania i usposobienie naszego przyjaciela dobrze zastanówmy się nad wszystkimi konsekwencjami żeglowania ze zwierzęciem, zanim się na to zdecydujemy. Żeglując po morzu musimy wziąć również pod uwagę przepisy sanitarne, które w niektórych krajach (np. w Szwecji) są bardzo surowe. Może się więc okazać, że nabawimy się wielkich kłopotów, a nasz pupil i tak wiele z tego nie użyje.